Obchody 100. rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego - Warszawa

 (link otworzy duże zdjęcie)

To nie było Boże Narodzenie takie samo jak w poprzednich latach

Świąteczne rozleniwienie tym razem ustępowało miejsca coraz większej ekscytacji związanej z informacjami docierającymi do Wielkopolski z jednej strony z Warszawy, gdzie od ponad miesiąca tworzono już zręby niepodległego państwa polskiego, z drugiej – z Berlina, gdzie rodząca się właśnie Republika Weimarska (wtedy nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy, że tak będzie nazywał się kraj powstały na gruzach monarchii Hohenzollernów) borykała się z rewolucyjnym wrzeniem wśród żołnierzy i robotników. Jej przywódcy wcale jednak nie zamierzali rezygnować z niemieckich „kresów wschodnich”, które uważali za swoje, łudząc się tym samym, że polityka tak zwanego Kulturkampfu przyniosła trwałe efekty.

Muzyk, który zmienił losy Polski

Polacy zamieszkujący Prowincję Poznańską (Provinz Posen) mieli jednak świadomość, że wielkimi krokami nadchodzi moment dziejowy, w którym zdecydują się dalsze losy ziem stanowiących kolebkę państwowości polskiej. Jesienią 1918 roku uaktywniły się więc struktury konspiracyjne w większych miastach Wielkopolski, dodatkowo były one wzmacniane przez powracających z frontu żołnierzy, dotąd służących w armii Wilhelma II. Posiadali oni nie tylko broń, ale przede wszystkim doświadczenie bojowe, które teraz mogli wykorzystać w walce przeciwko tym, którzy ich – w zupełnie innym celu – wyszkolili i uzbroili.

24 grudnia, jak zapewne co roku, w polskich domach można było usłyszeć śpiewane przez całe rodziny kolędy, ale również składane przy wigilijnym stole życzenia jak najszybszego powrotu do wolnej Polski. W tym czasie w drodze do Warszawy był już, płynąc z Kopenhagi do Gdańska, Ignacy Jan Paderewski – światowej sławy pianista, przez wiele lat najsłynniejszy w świecie ambasador sprawy polskiej. W drugie święto przed południem przyszły premier wyruszył pociągiem w dalszą podróż. Na władze niemieckie padł blady strach; myślano gorączkowo, jak przeciwdziałać planom Paderewskiego, który postanowił zatrzymać się w Poznaniu. Do ostatniej próby zmiany trasy pociągu doszło w Rogoźnie; ostro zaprotestował przeciwko temu towarzyszący słynnemu muzykowi brytyjski attache wojskowy Harry Wade.

Nie chcąc ryzykować wywołaniem dyplomatycznego skandalu, niemiecki dowódca przepuścił pociąg i w godzinach wieczornych 26 grudnia Paderewski dotarł do Poznania. Na dworcu powitał go wiwatujący tłum, który następnie odprowadził powóz z niespodziewanym gościem do hotelu Bazar. Jeszcze tego samego dnia, mimo złego samopoczucia (spowodowanego silnym przeziębieniem), Paderewski przemówił do poznaniaków zebranych pod oknami hotelu. Co zresztą wywołało ostry sprzeciw Niemców, którzy następnego dnia zorganizowali przemarsz przez miasto swoich oddziałów wojskowych. Doprowadziło to do zamieszek, które w wyniku eskalacji konfliktu zamieniły się w powstanie narodowowyzwoleńcze. Nierzadko nazywane pierwszym zwycięskim w naszych dziejach, co nie do końca jest prawdą, albowiem nieco ponad wiek wcześniej – na przełomie lat 1806/1807 – Wielkopolanie także pokonali Prusaków, przyczyniając się tym samym wydatnie do utworzenia przez Napoleona Bonapartego Księstwa Warszawskiego.

Z Poznania do Warszawy

27 grudnia 1918 roku jest dla mieszkańców Wielkopolski jednym z najważniejszych dni w dziejach ich „małej ojczyzny”. Tego dnia uczynili oni pierwszy krok na drodze do wolności. Tego dnia również, co zrozumiałe, odbywają się w Poznaniu główne obchody kolejnych rocznic insurekcji. Od kilku lat jednak Wielkopolanie starają się przekonać także rodaków z innych regionów kraju, że niepodległościowy zryw ich przodków był niezwykle ważny dla całego państwa. Temu służą między innymi warszawskie obchody powstania, organizowane – z inicjatywy marszałka województwa wielkopolskiego Marka Woźniaka – 28 grudnia. Nie inaczej było w tym roku. Tradycyjnie też w uroczystościach tych wzięła udział kilkudziesięcioosobowa delegacja mieszkańców Gminy Wągrowiec z wójtem Przemysławem Majchrzakiem na czele.

Pierwszym punktem oficjalnych uroczystości była msza święta w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela, którą celebrował kardynał Kazimierz Nycz arcybiskup metropolita warszawski. W homilii w pięknych i wzruszających słowach nawiązał on do powstania wielkopolskiego, jego żołnierzy, którzy w walkach z wojskami niemieckimi stracili życie, ale również tych, którym dane było cieszyć się z odzyskanej wolności i którzy odbudowywali państwo polskie zarówno po pierwszej, jak i drugiej wojnie światowej. Ważnym podziękowaniem było to złożone potomkom powstańców. Nadzieję w serca gości z Wielkopolski wlały też słowa modlitwy za mieszkańców Poznania i całego regionu. W trakcie nabożeństwa w nawach głównych i bocznych ustawione były szpalery złożone z żołnierzy, harcerzy, strażaków, policjantów, wielkopolskich rekonstruktorów (w tym członków „Rogatywki”); licznie reprezentowane były również poczty sztandarowe.

Pamięć i wieczna chwała

Po mszy kilkusetosobowa grupa (wśród której nie zabrakło oczywiście wągrowczan), wyposażona w powstańcze flagi, przemaszerowała z ulicy Świętojańskiej przez Plac Zamkowy i Krakowskie Przedmieście na Plac Piłsudskiego, przed Grób Nieznanego Żołnierza. Tutaj rolę gospodarza pełnił dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Robert Głąb. Oprócz niego przemawiali również – i należy podkreślić, że były to przemówienia chwytające za serce i ściskające gardło, bardzo emocjonalne, ale jednocześnie wyważone – marszałek Marek Woźniak, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk oraz metropolita warszawski ks. kard. Kazimierz Nycz. Nie mniej emocji wzbudził odczytany przez jednego z żołnierzy, odbijający się echem od ścian okolicznych budynków, apel pamięci, po którym nastąpiła salwa honorowa. Po niej przez kilkadziesiąt minut składano kwiaty i wieńce; w tym gronie była także delegacja Gminy Wągrowiec. Tę wyjątkową chwilę uwieczniła pamiątkowa fotografia, do której stanął z nami Marszałek Marek Woźniak.

Ostatni punkt uroczystości miał miejsce na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, gdzie pochowanych jest kilkudziesięciu powstańców wielkopolskich, w tym zmarły w 1974 roku generał (choć należy pamiętać, że awans na ten stopień uzyskał dopiero trzy lata po zakończeniu drugiej wojny światowej) Heliodor Cepa, pomysłodawca utworzenia kwatery. Tu ponownie głos zabrał marszałek Woźniak, ponownie też składano wieńce i kwiaty. Pomiędzy grobami powstańców, ozdobionych na przemian białymi i czerwonymi zniczami, które pięknie prezentowały się o i po zmroku, pełnili wartę harcerze. Na zakończenie nadzwyczaj liczne grono, wraz z delegacjami żołnierskimi, policyjnymi i harcerskimi udało się pod pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej oraz Kwaterę na Łączce, gdzie w latach 40. i 50. ubiegłego wieku potajemnie grzebano pomordowanych przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa żołnierzy i działaczy opozycji antykomunistycznej.

Po ostatniej tego dnia porcji wzruszeń pozostało już tylko jedno – szczęśliwie wrócić do domu. W drodze, choć zmęczenie i niewyspanie dawało się mocno we znaki, wspominano przede wszystkim minione godziny, wymieniano się refleksjami, dziękując jednocześnie Opatrzności za sprzyjającą pogodę. Wszak, pomimo prognoz, oszczędziła nam deszczu.

Tekst: Sebastian Chosiński

Opublikowano: 29 grudnia 2018 17:20

Kategoria: Aktualności

Wyświetleń: 254

Zdjęcia: